W dzień tak gnuśny i oplatający członki gęstym i ciężkim tchnieniem gnijącej jesienną porą przyrody jak dzisiejszy, prawdziwą wspaniałością byłby łyk z jakiegoś źródła energii, nabuzowujący całe ciało muzyką Beethoveena i oczyszczający wolę z pleśniawek. Niestety o takie źródło nadzwyczaj trudno, zwłaszcza u jednostki dotkniętej sceptycyzmem w zakresie doświadczania przeżyć ezoterycznych. Jednak nie jest to niemożliwe!
Tyle tylko, że niezbędne jest zahartowanie i wyćwiczenie członków i intelektu przynajmniej do tego stopnia, aby niespodzianki atmosferyczne nie czyniły na nich żadnego wrażenia. Ten kto chce udanie stąpać po linie rozpiętej między zwierzęciem a nadczłowiekiem, musi być odporny na jesienny marazm przede wszystkim. Inaczej wszystko w nieprzewidzianych chwilach obracać się będzie w górę łajna. Nie pozwólmy na to!
Puśćcie Muzykę! Wytrzaskajcie mię po licach celem ocucenia!
niedziela, 29 października 2006
Potrzeba nabuzowania
at
18:26
1 comments
sobota, 21 października 2006
Wytresować sumienie
Dziś, być może wcale nie dla odmiany a na poczet nowej zasady, odwołajmy się do któregoś ze źródeł. Tako rzecze Διώνυσος: Jeśli wytresujemy swe sumienie, to gryząc, będzie nas ono zarazem całować [Poza dobrem i złem, § 98].
Cóż oznaczać ma ta perwersja i dlaczego warto ku niej dążyć? Czy jest to li tylko duchowa odmiana odzianej w skórzany trykot dziewki smagającej biczem w miarę spółkowania, czy też akt konsekracji wynoszący to, co było pierwotnie nieprzyjemnym jałowym wyrzutem na wysokość, gdzie obrodzi w wyrafinowane i cenne owoce - uprzyjemnienie monotonii starego, czy odnalezienie w starym tego, czego wcześniej w nim nie dostrzeżono?
Warto strzelać metodycznie w pysk swemu sumieniu tylko po to, aby się o tem przekonać. Nawet, jeśli ugryzienia jeszcze nie bolą.
at
15:40
0
comments
czwartek, 19 października 2006
Plugawe zgnuśnienie
Programowo miało tu nie być użalania się nad samym sobą i patroszenia nieciekawych wydarzeń z życia; tego, wszędzie obecnego, bydlęcego ociekania codziennością. Jednak uczynimy tu wyjątek, i to wyjątek na skandalicznie błahą okoliczność - parszywy, karłowaty bakcyl zaziębienia zaatakował. Zamiast jednak wypominać mu niskie urodzenie (to przecież kurewski pomiot grypy!) i dociekać powodów, dla których odważył się podstępnie przeniknąć do organizmu, spróbujmy dostrzec i belkę we własnym oku.
Otóż bakcyl przypuścił atak, gdyż został sprowokowany. Sprowokowany gnuśnością i postępującym rozmemłaniem psychicznym, rozparcelowaniem rdzenia woli i rozdrabnianiem mocy! Podły bydlak, chociaż drobny, postanowił rzucić się na Filozofa i sprowadzić do parteru; zmusić do zanurzenia głowy w gównie, aby odtąd każdy oddech stanowił reminescencję pospolitości - przypomnieć, że ten jest tylko człekiem!
Wyciśnijmy jednak naukę pozytywną. Prawdziwy Διώνυσος rzekł: Co mnie nie zabija, to mnie wzmacnia. Niech zatem wspomnienie po bakcylu plugawym, kiedy nareszcie zostanie wytrzebion, będzie pożywką i dla ciała, i dla ducha! Niech przypomina, że przewinę stanowi zgnuśnienie i osłabienie woli, do których nie można więcej dopuszczać!
at
21:15
0
comments
środa, 18 października 2006
Z genealogii oralności, cz. I
Po co komu kolejny ejakulat werbalnego onanizmu? Takie pytanie zada sobie człek, który tu zawitał. To dobre pytanie, ale póki co nie ma na nie odpowiedzi jednoznacznej - czy główną determinantą jest tu jakiś psychiczny analogon swędzenia narządów zmuszającego młodzików do ipsacji, czy też całość można tłumaczyć jako produkt tęsknoty za słowami Pana Michel i pozazdroszczenia mu?
Oralność jest sprawą złożoną - nie można sprowadzać jej wyłącznie do artykułowania myśli. Bowiem mijalibyśmy tu kwestię zasadniczą: po co je artykułujemy? Chwilowo darujmy sobie próbę rozstrzygnięcia czy po to, aby zachwyciła się tem jakaś nadpobudliwa rozczochrana dziewka, czy po to, aby ejakulat ten zapłodnił czyjś umysł. Pozostawmy ją do następnego razu!
at
12:37
0
comments
O babbiciakach - pierwsza odezwa zamierzona
Babbiciarstwo opanowało świat nasz, i nic na to nie poradzisz! Cóż jednak z tego wynika dla człeka nieokiełznanego filisterskim chomątem i nie dającego wyplenić w sobie zamiłowania do spraw ducha? Jeżeli przejmuje się On oprócz swych zamiłowań prawdziwie szlachetnych także i relacjami wzajemnymi z pospólstwem, to wynika co najmniej to, że pospólstwo Niem wzgardzi.
Albowiem prostak jest jak świnia - czego zeżreć nie zdoła, to zafajda. Filozof musi patrzeć z góry na tłuszczę! I nic tu po skomleniu odzianych w sandały dziewek z tzw. ruchów ekologicznych, łajdaczących się po krzakach, że nikomu nie wolno się wywyższać. To nie Filozof się wywyższa, a gówno spływa na dół!
at
00:29
2
comments
