niedziela, 29 października 2006

Potrzeba nabuzowania

W dzień tak gnuśny i oplatający członki gęstym i ciężkim tchnieniem gnijącej jesienną porą przyrody jak dzisiejszy, prawdziwą wspaniałością byłby łyk z jakiegoś źródła energii, nabuzowujący całe ciało muzyką Beethoveena i oczyszczający wolę z pleśniawek. Niestety o takie źródło nadzwyczaj trudno, zwłaszcza u jednostki dotkniętej sceptycyzmem w zakresie doświadczania przeżyć ezoterycznych. Jednak nie jest to niemożliwe!
Tyle tylko, że niezbędne jest zahartowanie i wyćwiczenie członków i intelektu przynajmniej do tego stopnia, aby niespodzianki atmosferyczne nie czyniły na nich żadnego wrażenia. Ten kto chce udanie stąpać po linie rozpiętej między zwierzęciem a nadczłowiekiem, musi być odporny na jesienny marazm przede wszystkim. Inaczej wszystko w nieprzewidzianych chwilach obracać się będzie w górę łajna. Nie pozwólmy na to!
Puśćcie Muzykę! Wytrzaskajcie mię po licach celem ocucenia!

sobota, 21 października 2006

Wytresować sumienie

Dziś, być może wcale nie dla odmiany a na poczet nowej zasady, odwołajmy się do któregoś ze źródeł. Tako rzecze Διώνυσος: Jeśli wytresujemy swe sumienie, to gryząc, będzie nas ono zarazem całować [Poza dobrem i złem, § 98].
Cóż oznaczać ma ta perwersja i dlaczego warto ku niej dążyć? Czy jest to li tylko duchowa odmiana odzianej w skórzany trykot dziewki smagającej biczem w miarę spółkowania, czy też akt konsekracji wynoszący to, co było pierwotnie nieprzyjemnym jałowym wyrzutem na wysokość, gdzie obrodzi w wyrafinowane i cenne owoce - uprzyjemnienie monotonii starego, czy odnalezienie w starym tego, czego wcześniej w nim nie dostrzeżono?
Warto strzelać metodycznie w pysk swemu sumieniu tylko po to, aby się o tem przekonać. Nawet, jeśli ugryzienia jeszcze nie bolą.

czwartek, 19 października 2006

Plugawe zgnuśnienie

Programowo miało tu nie być użalania się nad samym sobą i patroszenia nieciekawych wydarzeń z życia; tego, wszędzie obecnego, bydlęcego ociekania codziennością. Jednak uczynimy tu wyjątek, i to wyjątek na skandalicznie błahą okoliczność - parszywy, karłowaty bakcyl zaziębienia zaatakował. Zamiast jednak wypominać mu niskie urodzenie (to przecież kurewski pomiot grypy!) i dociekać powodów, dla których odważył się podstępnie przeniknąć do organizmu, spróbujmy dostrzec i belkę we własnym oku.
Otóż bakcyl przypuścił atak, gdyż został sprowokowany. Sprowokowany gnuśnością i postępującym rozmemłaniem psychicznym, rozparcelowaniem rdzenia woli i rozdrabnianiem mocy! Podły bydlak, chociaż drobny, postanowił rzucić się na Filozofa i sprowadzić do parteru; zmusić do zanurzenia głowy w gównie, aby odtąd każdy oddech stanowił reminescencję pospolitości - przypomnieć, że ten jest tylko człekiem!
Wyciśnijmy jednak naukę pozytywną. Prawdziwy Διώνυσος rzekł: Co mnie nie zabija, to mnie wzmacnia. Niech zatem wspomnienie po bakcylu plugawym, kiedy nareszcie zostanie wytrzebion, będzie pożywką i dla ciała, i dla ducha! Niech przypomina, że przewinę stanowi zgnuśnienie i osłabienie woli, do których nie można więcej dopuszczać!

środa, 18 października 2006

Z genealogii oralności, cz. I

Po co komu kolejny ejakulat werbalnego onanizmu? Takie pytanie zada sobie człek, który tu zawitał. To dobre pytanie, ale póki co nie ma na nie odpowiedzi jednoznacznej - czy główną determinantą jest tu jakiś psychiczny analogon swędzenia narządów zmuszającego młodzików do ipsacji, czy też całość można tłumaczyć jako produkt tęsknoty za słowami Pana Michel i pozazdroszczenia mu?
Oralność jest sprawą złożoną - nie można sprowadzać jej wyłącznie do artykułowania myśli. Bowiem mijalibyśmy tu kwestię zasadniczą: po co je artykułujemy? Chwilowo darujmy sobie próbę rozstrzygnięcia czy po to, aby zachwyciła się tem jakaś nadpobudliwa rozczochrana dziewka, czy po to, aby ejakulat ten zapłodnił czyjś umysł. Pozostawmy ją do następnego razu!

O babbiciakach - pierwsza odezwa zamierzona

Babbiciarstwo opanowało świat nasz, i nic na to nie poradzisz! Cóż jednak z tego wynika dla człeka nieokiełznanego filisterskim chomątem i nie dającego wyplenić w sobie zamiłowania do spraw ducha? Jeżeli przejmuje się On oprócz swych zamiłowań prawdziwie szlachetnych także i relacjami wzajemnymi z pospólstwem, to wynika co najmniej to, że pospólstwo Niem wzgardzi.
Albowiem prostak jest jak świnia - czego zeżreć nie zdoła, to zafajda. Filozof musi patrzeć z góry na tłuszczę! I nic tu po skomleniu odzianych w sandały dziewek z tzw. ruchów ekologicznych, łajdaczących się po krzakach, że nikomu nie wolno się wywyższać. To nie Filozof się wywyższa, a gówno spływa na dół!