Zdaje się, że obiecałem byłem opublikować okolicznościową informację na wypadek gdyby rozstrzygnęły się moje perypetie koinonologiczne. Tak też czynię. Społeczkoznawcza wataha obwąchała psimi nosy kłaniającego się Wam dezynwolturalnego liska raz po raz obszczywającego jej dorobek i, choć z pewnym niesmakiem z powodu warunku, nadal uważa go za jednego ze swoich. Pomimo prezentowanej wcześniej postawy nie powiem, że nie przyniosło mi to pewnej ulgi. W końcu w innym wypadku podupadł byłby nieco mój elytarny status.
sobota, 22 grudnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 comments:
Nie bardzo wiem o co chodzi, ale gratuluję.
Przy okazji śpieszę z doniesieniem, że ja Pana czytam, przez chwilę spuściłam z oczu (w wyniku samospalenia narzędzia), po czym odnalazłam szukając kogoś innego.
A Leibniz mawiał, że nie ma przypadków.
Prześlij komentarz