sobota, 29 września 2007

Trawestacja z grafomana brazylijskiego

I to mię właśnie mierzi...

***
Śmierdnięcie i Pierdnięcie czekały na skraju lasu obserwując ciężko pracujących drwali. Śmierdnięcie stało, a Pierdnięcie siedziało. Żadne się nie odzywało. Obydwa kwiaty podlejszej części duszy ludzkiej pragnęły wskazać uciemiężonym rębaniem drogę mądrości serca.
Pierdnięcie wzięło w swe obłoczyste objęcia pierwszego z drwali, a pozostali poczęli dyskutować, gdy Śmierdnięcie wkroczyło między nich. Wywiązała się pomiędzy nimi kłotnia i wszyscy się pozabijali siekierami, a ostatniemu żółty koliber wydziobał oko skuszony zapachem jego pach.
Słowa ranią. Las milczy - jeden pierdnie, drugi się nie umyje - żaden nie pożyje długo.

Tłumaczenie z bełkotliwego narzecza niedomytych skunksów: Dyonizos

piątek, 21 września 2007

Blog Απολλονa

Niestety nie miałem jeszcze czasu, aby zabrać się za Kioskareczkę i Monsieur. To ze względu na wyjątkowo intensywne prucie mózgowia przez nabrzmiałą od doprowadzenia do ostatecznych konsekwencji prokrastynacji koinonologię (w systemie pojęciowym charakterystycznym dla niższego stopnia kształcenia nazywało się to byciem zagrożonym i to z 90% przedmiotów). Szczęśliwie taka sytuacja nie jest dla mnie jakimś potwornym kryzysem - w końcu dezynwolturalne traktowanie dodatkowego kierunku jako koinonologicznej kuli u nogi w pewnych okolicznościach jest usprawiedliwione.
To, o czym chciałem dziś napisać, to wielce radujący mię blog Apollona - kolejne miejsce w pancywilizacyjnym medium komunikacyjnym zapowiadające się na Młot Filisterstwa. Nie bez znaczenia jest tutaj oczywiście nazwa wskazująca na duchowe dopełnienie Διωνισοςα - jestem pewien, że tak właśnie będzie.
Apollon szczęśliwie wyzwolił się tym blogiem od zapoconych palców miałkiego tłuszczo-pierdziucha śledzącego jego każdy ruch w odmętach dawnej rzeczywistości. Skurwysyństwu i "demaskowaniu" ludzi ducha w oślizłych celach mówimy stanowcze NIE! Panu Apollinowi mówimi stanowcze TAK.

poniedziałek, 10 września 2007

Wieści z Krainy Wiecznego Postponowania

Dziś, w drodze do pracy, gdy moje gałki oczne miały wybór pomiędzy łysiną obleśnego typka z owłosionym koniuszkiem nosa a jakimś wyfiokowanym starym pudłem, doznałem swoistego oświecenia. Oświecenie oczywiście nie miało nic wspólnego ani z fryzjerskim analogonem syna Minosa ani też z paskudnym zwiędłym kalafiorem będącym w swojej świadomości jakąś "kurwa stokrotką". Tępe oblicza licealnych chłystków nabrzmiałe od niepokoju płciowego także nie miały z tym wiele do czynienia. Cóż zatem śmiem nazywać oświeceniem i czego ono miało by dotyczyć?
Już odpowiadam. Wyklarowała mi się wreszcie fabuła małej formy prozatorskiej Kioskareczka i Monsieur, którą rozpocząłem byłem wiele miesięcy temu - wyklarowała tak, że niebawem ją ukończę. To natomiast olśniło mię w tym sensie, iż dostrzegłem motyw przewodni występujący w niemal wszystkich mych (przepraszam za słowo) opowiadankach. Nie umiem go jeszcze krzepko i węzłowato nazwać, ale cieszy mię odkrycie, iż eksploatuję jakiś motyw - teraz wiem, że mój ум chce mi coś powiedzieć, do czegoś dąży i nie jest to jedynie kwestia wypluwania z siebie jakichś "literackich" rzygowin!