Zacznę od truizmu - lepiej zrobić mało a dobrze niż wiele a nędznie, bo i tak będzie trzeba to poprawić. Mózgowie statystycznego tłuszczopierdziocha, jeśli zinternalizuje tę banalną refleksję, będzie ją interpretować w ten sposób: "zrobię mało, bo niedobrze robić dużo, i będę mieć więcej czasu na wypasanie się i puszczanie bąków". Choć sens myśli jest w ten sposób wypaczony, globalny bilans żółci jest korzystny, gdyż mniej osób będzie złorzeczyć na partactwa leniwego skurwysyna. Taką poślednią teorię małorobienia zostawmy jednak umysłom poślednim.
Jak jednak zastosować prawdziwą teorię małorobienia, gdy zewsząd ktoś czegoś chce, a niczego odrzucić się nie da? Przecież nie będziemy cieszyć się, jak tłuszczopierdzioch-idiota, z łowienia rybek na wędkę, gdy ławice przepływają przed oczyma. Zwłaszcza, że nie robimy tego dla sportu: sport jest dla ludzi, którzy lubią być spoceni. Wniosek może być tylko jeden - należy zbudować sieć, zarzucić a potem bez zbędnych deliberacji wyciągnąć dając uciec tylko pojedynczym sztukom, które może sobie łapać np. nasz tłuszczopierdzioch na wędkę.
Robimy w ten sposób mało, gdyż robotę przejmuje sieć. Ryby z wędki tłuszczopierdziocha mogą być nawet poharatane przez plugawy haczyk, tymczasem nasze z sieci co najwyżej ściśnięte, więc robimy dobrze. Świeże ryby zamiast ryby w galarecie wypełniającej majtki! Czas na pointę.
A tej nie będzie.
sobota, 12 stycznia 2008
Prawdziwa teoria małorobienia
at
00:49
0
comments
Subskrybuj:
Posty (Atom)
