poniedziałek, 31 marca 2008

Inicjacja prozelitów w miejsce fabrykacji

Czyli wskazówki nieodzowne dla wprowadzenia nowych pracowników w życie zakładu:

***
Po wstępnej introdukcji prozelitów, zakładając że żadna subliminalna impertynencja nie zniweczyła prolegomenalnej ingracjacji, należy przystąpić do ociceronowania miejsca ichniej praktyki, a własnej synekury.

W pierwszej kolejności, trzeba bez zbędnego celebrowania wyeksponować usytuowanie strefy defekacji, gdyż możliwym jest, iż obligatoryjna dla dalszych prezentacji jest jej utylizacja. Po skonstatowaniu, że strefa defekacji jest kwestią ogólnej erudycji i przedstawieniu neofitom utensyliów dezynfekcji, można przejść do aneksu kuchennego, w którym dokonujemy konsolidacji, rzecz jasna po ablucji jeśli uprzednio nastąpiła defekacja. Warto dodać, że w tej samej lokalizacji następuje transgresja - rozumie się samo przez się, że dopiero po ekstrapolacji w ramach alienacji poprzedzonej introdukcją.

Należy poinstruować, że przy incydencji deficytu artykułów kardynalnych, następuje ekskursja celem ich syntetycznej proliferacji. Rewindykacja taksy za rzeczoną proliferację, o ile tylko podlega ona refundacji, następuje po okazaniu naszemu pryncypałowi corpus delicti transakcji celem jej konfirmacji.

Prozelitów trzeba bezwzględnie przestrzec, że
instytucjonalizacja tradycji kontrybucji do wspólnej konsumpcji z myślą o późniejszej rewindykacji, może prowadzić do temporalnej pauperyzacji z powodu częstej absencji gestora.

sobota, 15 marca 2008

Koktail u Herezjarchy

Poniżej dość śmiała forma prozatorska, tworzona na poły w transie. Dlatego czytelnicy o wrażliwych żołądkach proszeni są o naszykowanie wiadra.

***

Alojzy z pewną nieśmiałością musnął przycisk dzwonka do lewych drzwi na trzecim piętrze. Od samego rana był podniecony myślą o tej chwili - za moment zobaczy Herezjarchę, być może będzie miał sposobność uścisnąć jego dłoń. Za chwilę on, student Alojzy, redaktor pisma studenckiego, członek Studenckiego Koła Naukowego Koinonomistów - myślał Alojzy chełpliwie przypominając wszystkie pełnione przez siebie funkcje - dozna zaszczytu audiencji u Herezjarchy i być może nawiąże z nim familiarny stosunek! Tutaj! W prywatnej rezydencji Herezjarchy!

- Witam pana, zapraszam do środka - Alojzy ocknął się z kataleptycznego otępienia znajdując swoją miękką, spoconą dłoń w krzepkim uścisku Herezjarchy. Szczupły mężczyzna o bardzo wysokim czole i pociągłej twarzy uważnie zmierzył Alojzego wzrokiem, choć znał go z ciągnących się ponad miarę rozmów po wykładach, którymi raczyły go stadka rozhisteryzowanych płciowo dziewoj i lepkich, mimozowatych młodziaków. - Proszę, proszę usiąść przy stole w pokoju. Ja za moment przyjdę - rzekł do Alojzego miękkim, głębokim głosem Herezjarcha, nieco zażenowany brakiem spodni, których nie zdążył przyodziać przed otwarciem drzwi.

Alojzy skwapliwie notował nie tylko wspomnienia i refleksje , ale także wszystkie przyjacielskie żarty Herezjarchy, ciesząc się w duchu, że wspólnie się śmieją. On i Mistrz. Herezjarcha mówił w sposób miły, traktując Alojzego jak przyjaciela. Gdy dystans mistrza i ucznia skrócił się na tyle, że Herezjarcha poklepał po którejś zabawnej uwadze Alojzego po plecach, ten z wrażenia ejakulował w nogawkę.

Herezjarcha kontynuował, mówił z coraz większym zaangażowaniem. W końcu również ejakulował, z tym, że zupełnie otwarcie w kierunku gościa. Ten zachłysnął się ejakulatem i łapczywie spił go w fibionitycznym akcie. Widząca to małżonka natychmiast oblała męża i gościa fontanną krwi mentstruacyjnej i cisnęła w ich kierunku poronionym płodem, który obaj chciwie pożarli zaśmiewając się na myśl o kaprofilnej kulminacji. Spod stołu wypełzła gromadka karłów pocierających rytmicznie genitalia dwugłowego psa. Zwisająca z żyrandola papuga uroczystym tonem zaskrzeczała "Jedzcie to i pijcie na moją pamiątkę", a przez niezamknięte drzwi wejściowe wtargnął dynamicznie sąsiad z naprzeciwka rzucając w górę cztery reklamówki z rzygowinami i mielonym mięsem wykrzykując "przyniosłem garmaż mielony z biedronki!". Herezjarcha radośnie oznajmił "Koktail dla wszystkich!", na co małżonka wypięła się stosownym otworem do góry i rozbryzgała na cały pokój zawartość jelit. Włączył się telewizor, rozbłyskując na czerwono napisem "TRANSGRESJA" i natychmiast wybuchł. Alojzy ponownie spuścił się w nogawkę, a Herezjarcha obrócił wszystko w żart za pomocą gromkiego pierdnięcia. Tego wywiadu Alojzy nie zapomni nigdy!

niedziela, 9 marca 2008

Homo homini pinguis est (człowiek człowiekowi tłuszczem)

Niżej sklecona na prędce, choć nie bez pewnego zaangażowania wariacja tłuszczowa zainspirowana miksturą Micińskiego i Lovecrafta oraz reklamą Delmy:

***

Homo homini pinguis est - taka właśnie pseudosentencja łacińska przyszła mi do głowy, gdy rozmyślałem na temat targających mną toposów smalcokartofla, tłuszczopierdziocha czy ostatnio Tłuszczochłona. Nie miałem ostatnimi czasy okazji wyartykułować tu miotającej mną żółci i zapewne dlatego twory tłuszczogenetyczne zajęły tak silną pozycję w mym systemie pojęciowym.

Ale do rzeczy, czyli do tłuszczogenezy. Chciałoby się wręcz zacząć od pretensjonalnej trawestacji: "Na początku był tłuszcz!", jednak byłoby to jedynie spowitym tłustym, ociekającym cuchnącym smalcem wygodnictwem rodem spod budy z frytkami. Niechaj więc oleiste mazie spowijające ludzkość zjeżdżają na swoje miejsce, przynajmniej na ten moment.

Przechadzałem się kiedyś po obrzydliwym, monumentalnym wnętrzu hipermarketu, gdy nieopodal półek z masłem i żółtymi serami ujrzałem abominacyjnego stwora płci żeńskiej, który nasunął mi swą lepką i oślizłą obecnością ideę Tłuszczochłona. Tłuszczochłon jawi mi się jako odwieczne bóstwo, skrywające się przed nic nie podejrzewającymi masami istot dumnie mieniących się ludźmi i cierpliwie oczekujące nadejścia odpowiedniej pory, aby oblać ich bezwzględnie i ostatecznie swoją istotą.

Zawieszona przed moimi oczyma paskudna tłusta morda wylewająca się z obrzydliwego bezkształtnego wora teraźniejszego smalcu i przyszłych odchodów musiała stanowić jakąś instancjację, inkarnację tego bóstwa. Tłuszczochłon wybrał jej plugawe kształty na swoje wcielenie, a pałętająca się przy niej blada, wychudzona mizerota była zapewne jakimś tłuszczo-niewolnikiem, bezwolną przyssawką do pizdy oraz półki z masłem i serami wyciągającą z niej cały niewinny tłuszcz i poprzez kooperację na zasadzie tłuszczoosmozy z Tłuszczochłonem przemieniająca je w Tłuszcz Zła.

Tłuszcz Zła sprawia, że ludzie się nienawidzą. Tłuszcz zła jest odpowiedzialny za to, że człowiek człowiekowi tłuszczem - homo homini pinguis est...