czwartek, 22 maja 2008

Mistrz i Czeladnicy, poemat prozą

Dziś znów wyprawa w odmęty transgresji - co wrażliwsi czytelnicy proszeni są o chwilę refleksji, czy na pewno chcą to czytać. Jeśli tak, niechaj naszykują wiadro.

***

W piwnicy tajemnej, gdzie grono za Herezjarchą podążających się zbiera, gwarno jak w ulu. Dobiegają z niej kolorowe mlasknięcia nadpsutej parówki w foliowym flaczku uderzającej rytmicznie o lustro trzymanego za długo w nasłonecznionej kuchni budyniu. Porykiwania jakiegoś tłustego wieprzka szarpanego za worek mosznowy świadczą o wysiłkach Woli - oto Czeladnicy na wyższy stopień łaski wstąpić pragnący pilnują, aby słowo Herezjarchy czynem się stawało! Tymczasem do piwnicy sam Herezjarcha zstępuje...


Na prawo od schodów znajduje się rząd garnców łoju, którego zadaniem jest nie tyle ułatwianie wykładu mądrości Herezjarchy per rectum, co natłuszczanie członków w trakcie ćwiczeń herezjarszej jogi. Herezjarcha kroczy dumnie wzdłuż tego rzędu, zmierzając do ostatniego, największego garnca gdy zdyscyplinowani czeladnicy kolejno zajmują swe miejsca przy wcześniejszych. Herezjarcha ekstatycznie zatapia się w kupie nigdy nie odkształcającego się na trwałę ciepłego smalcu, a z garnca słychać potworny chichot!


"Spontaniczną jest transgresja moi mili Wesołkowie!" wykrzykuje radośnie Herezjarcha, gdy w oczach jego garniec smalcu tężeje w konsystencję białej kiełbasy i zamienia się w przepastny zad jego ulubionego czeladnika, a bednarka obręczy okazuje się po chwili kutym kajdanem. Pozostali rychło przyłączają się do aktywnej zadumy nad zadem i po chwili następuje eksplozja substancji życia i ekskrementów!


Zaprawdę spontaniczną jest transgresja!