wtorek, 1 lipca 2008

W tramwaju

- Nie przysuwaj się. Przestań mnie dotykać! Odsuń się trochę, na miłość boską. Odsuń swoje ociekające potem, lepkie ramię. - Wypowiadane w myśli życzenia nie przyniosły żadnego skutku. - Nie naruszaj mojej przestrzeni. Nie przysuwaj się! Nie przysuwaj! Odsuń się ty oklejony smrodliwym potem worze mosznowy! Zabieraj tę ociekającą ciepłym tłuszczem mordę i spierdalaj stąd! A ty, stara kurwo, przestań się pchać! - Zwalista starsza kobieta torowała sobie drogę do kasownika. - Nie ocieraj się o mnie! Odsuń to obrzydliwe, śmierdzące cielsko i przestań mnie atakować tym kiszonym smalcem spod swetra i tą wstrętną zalewajką z twojego krowiego łba! Umyj się ty stara kurwo! Wszyscy się umyjcie! Brudasy.

- Po co się tu pchacie?! Poczekajcie na następny. Kretyni. Wszyscy śmierdzicie. Bydło. - Ludzie na przystanku zaczęli się tłoczyć przy wejściu. - Nie napieraj na mnie zezowata dziwko! O nie! Znowu jakieś spocone prostactwo w koszulkach na ramiączka. Wynosić się stąd! Powinny być wagony tylko dla umytych i kulturalnie ubranych. Wypierdalać! Nie mam ochoty wdychać smrodu spod waszych pach ani obserwować jak wasze gówniane ciała parują. Nie wylizujcie tu sobie ryjów, świnie! Przestańcie się pchać! Odsuńcie się! Przestańcie się do mnie lepić!  Na miłość boską, odpierdolcie się!

Tramwaj zbliżał się do celu podróży. "Przepraszam" zabrzmiało dość nienaturalnie biorąc pod uwagę odruchy wymiotne i wzrok, z jakim patrzyłem na tych ludzi.  - Przepraszam! - napęczniała tłuszcza ani drgnie; trzeba więc uciec się do rozwiązań ostatecznych, albo jedziemy na krańcówkę. Energicznym ruchem znalazłem się przy drzwiach i zepchnąłem jakąś pokraczną kwokę wspinającą się po schodkach. - Ciesz się kurwo, że nie kopnąłem cię w pysk!

Udało się!