Przerażający spazm strachu przeszywa wszystkie zakończenia nerwowe za każdym razem, gdy zabieram się do pracy. Przeszywa od gałek ocznych, przez kurczące się lękliwie narządy prokreacyjne aż po marznące stopy. Znów dopadła mię wizja Hauptwerku! Wizja, którą zdawało się, dawno wytrzebiłem z czaszki i odpowiednio zracjonalizowałem.
Dopada mię właśnie dziś, gdy stoję przed koniecznością wykonania ogromu prac i gdy siłą rzeczy każda z nich winna być potraktowana jak pospolita dziwka - zrób swoje i wynoś się! Aż tu nagle jakiś potworny paraliż umysłowy każe mitygować się, mizdrzyć i opóźniać wszystkie czynności. Daimonion Hauptwerku zaatakował - ileż to razy mówiliśmy mu, aby poszedł sobie i nie wracał?
Wirus Hauptwerku zatruwa organizm przerażającym uczuciem, że efekty pracy będą mizerne i ściska strachliwie spoconą mosznę kościstą dłonią perspektywy nieprzychylnej oceny. Ale to jest absurdalne! Przecież ja chcę, żeby efekty pracy były mizerne, bo chcę to wszystko zwyczajnie odfajkować i zrobić na przysłowiowe "odpierdol się"! Chcę zrobić, żeby było, a nie żeby było dobre! Demonie Hauptwerku! Opuść mnie proszę i powróć, gdy będę zabierał się za swoje De omni re scibili!
